WRESZCIE

Wygraliśmy regaty meczowe! Dwa i pół roku temu, chcąc się sprawdzić, pojechaliśmy na nasze piwerwsze ragaty Grade 5 do Estonii. W sezonie 2015 ścigaliśmy się w składzie Szymon+Olek w PPJK i w Pucharze Polski klasy Żagle 500. I myśleliśmy, że jesteśmy nieźli 😀

Wyjazd na pierwsze mecze do Estonii w maju 2015 był zimnym prysznicem. Tych było jeszcze wiele i zdarzają się regularnie kilka razy w sezonie 😉 Sezon 2015 zakończyliśmy przedostatnim miejscem i spektakularną porażką w pierwszym naszym starcie w regatach Polish Match Tour – Rybnik Match Race 2015.

Po 28 miesiącach od pierwszego startu i dwóch pełnych sezonach wreszcie udało nam się wygrać 🙂 Wygrywanie nigdy nie było celem samym w sobie, ale styl w jakim wygraliśmy w Hamburgu jest nagrodą za dwa lata konsekwencji w żeglarskim rozwoju. Ale po kolei…
Do Hamburga pojechaliśmy w składzie:

  • Szymon Jabłkowski
  • Krzysztof Małecki
  • Mateusz Błażejak (znów wypożyczony z HRMRacing Team – dzięki )

Zabraliśmy tam ze sobą silną potrzebę:
1️⃣ Rewanżu na Holendrach za porażkę 2:3 w finale Mistrzostw Holandii.
2️⃣️ Zrehabilitowania się za nieudane Mistrzostwa Polski w Rybniku.

Pierwsze zadanie było proste w weryfikacji. Po prostu trzeba skończyć przed nimi, najlepiej wygrywając w finale. Drugie wymagało zadowolenia z własnego występu, co przychodzi rzadko.
W piątek jezioro Alster, położone w samym centrum Hamburga, przywitało nas niezłą pogodą. Słoneczko, ciepło, lekki wiatr. Wszystko było idealne… poza naszym treningiem. Spędziliśmy na łódce półtorej godziny i nic nie wychodziło dobrze. Chłopaki narzekali na przygotowanie sprzętu, mieliśmy problemy z chociaż jednym dobrym postawieniem spinakera, a na dodatek miałem wrażenie, że łódka nie jedzie. Trochę poprawiło nam humory przyłożenie się do drugiej załogi, która miała podobne problemy manewrowe.

W Hamburgu lubią pływać: Briefing 08:30, first signal 09:30. Prawie udało im się dotrzymać ambitnego planu. Losowanie łódek, otrzymujemy pairingi i okazuje się, że wszystkie najtrudniejsze mecze zostają nam na koniec.
Pogoda fatalna: 10 stopni, 25 węzłów wiatru i deszcz. Raz mniejszy, raz większy, ale cały czas deszcz. Na całe szczęście hamburski klub zapewnił nam dobre warunki do czekania na swoje wyścigi.
Pierwsze mecze były trochę chaotyczne. Kilka problemów z manewrami, kilka błędów w komunikacji, ale cały czas pracowaliśmy nad tym, żeby było lepiej.

Sobota byla chyba najdziwniejszym dniem ścigania w naszej meczowej karierze. Skończyliśmy dzień z bilansem 5:0, ale nie wiedzieliśmy co to oznacza. Przez cały dzień nie mieliśmy jednego chociaż pojedynku na trasie z przeciwnikiem. Wszystkie z 5 meczów wygraliśmy o bok lub najmniej o pół. Wśród nich był punkt za mecz z Larsem Huckstadtem i wiedzieliśmy, że na koniec może być ważny.
Sobotę zakończyło zderzenie dwóch jachtów, na skutek którego oba zostały bez masztów, a jedna z załogantek zaostała zgarnięta przez pogotowie. Mimo prowadzenia w regatach wróciliśmy do domu trochę zagubieni.

Niedziela powitała nas taką pogodą, że aż nagraliśmy filmik:

Niedzielne ściganie zaczęliśmy od braterskiego pojedynku z polską załogą Plit Plitkin / Kacper Olszewski / Filip Śleziona. Ciasny (jak zawsze) prestart i przedziwne sędziowanie. Najpierw dostajemy karę z kapelusza, żeby potem w sytuacji, gdzie kara nam się należała dostać „green”. No cóż, tak czy inaczej wyjeżdżamy z prestartu z karą. Szybko jednak się okazuje, że niedzielne warunki są bardzo „nasze”. 12 kts, lekkie szkwały z czytelną prawą zmianą i schemat ‚szkwał-przechył-ostrzenie-dobieranie-pompa’ to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Od załogi Wiktora jesteśmy zdecydowanie szybsi na trasie. Karę wykręcamy jeszcze przed laylinem pierwszej halsówki. Potem jest jeszcze lepiej. Na kursach spinakerowych Krzysiek daje nam prędkość porównywalną do TGV. Kolejny wyścig wygrany o bok.

Kolejne dwa pojedynki również i z bilansem 8-0 i bez żadnego poważnego pojedynku podchodzimy do meczu z Team Dutch Wave Jelmera van Beeka. Bardzo ciasny (i głośny) prestart kończymy obaj na lewym halsie startując przy pinie. My jako łódka nawietrzna, bardzo blisko Holendrów po zawietrznej, ale z czystym wiatrem. Na halsówce kilkukrotnie stawiają nas do wiatru i odpadamy z powrotem na lewy hals. Z każdym luffingiem jesteśmy ciut wyżej i sytuacja wygląda bardzo dobrze, ale… nagle gwizdek i niebieska flaga. Aż musiałem spojrzeć do tyłu czy oby na pewno to my jesteśmy BLUE. Nie wiemy z czego kara wynikała. Mało tego, załoga Wiktora oglądała ten mecz z bliska i też byli bardzo zaskoczeni karą dla nas.
Na wykręcenie kary decydujemy się na prawym layline drugiej halsówki. Dostajemy prawą zmianę, kręcimy od razu, ładne ostrzenie, spompowanie, dobra prędkość, ale na górze mijamy się z van Beekiem o 50 cm.
Myślimy: Nic przegranego. Z taką prędkością na pełnych kursach nie jest to jeszcze przegrany wyścig. Ładny set spinakera, dobra prędkość i jedziemy celując im w rufę. Brakuje 3 metrów, dwóch, poniżej metra… Zaraz będą robić zwrot. Szybkie spojrzenie do tyłu, po naszej stronie będzie więcej ciśnienia. Robią zwrot, na layline na pin, a my zostajemy jadąc do komisji. Przychodzi kop, dojeżdżamy do lay’a na Komisję, sytuacja wygląda dobrze.
Aż za dobrze 🙂 Postanawiamy zrobić dobrą pompę na zwrocie, wychodzimy za ostro i po chwili leżymy. Typowy broach. Mogło być ciasno, ale postanowiliśmy przewrócić łódkę na ostatnich metrach.

Rundę każdy z każdym kończymy z wynikiem 8-1 i oczekujemy finałów z Team Dutch Wave. Aż tu nagle w przedostatnim wyścigu rundy Holendrzy przegrywają z Huckstadtem, z którym my dzień wcześniej wygraliśmy. Tworzy się potrójny remis i trzeba rozegrać fazę Play-off. Zwycięzca pierwszego meczu wchodzi do finału, a przegrany walczy z trzecią załogą o ostatnie miejsce w finale.

Wylosowaliśmy kolejny pojedynek z Jelmerem van Beekiem. Wiatr trochę odkręcił i po raz pierwszy mieliśmy okazję do wykorzystania długiego betonowego pomostu na final aprroach’u. Czekaliśmy na ten manewr całe regaty. Na dwie minuty do startu robimy rufę, zaczynamy jechać na prawym halsie przy betonie. Van Beek za nami, więc hamujemy. Wpuszczamy go na nawietrzną i stawiamy do wiatru. Zwrot-zwrot na lewy hals i zwrot-zwrot z powrotem na prawy. Jesteśmy prawie na czas na pin. Jeszcze ciut zjeżdżamy, żeby spalić 10 sekund. Pada komenda ‚on time’, ostrzymy na laylinie na pin, a van Beek ląduje pod nami. Jest pięknie. I wtedy Holendrzy wpadają na znakomity pomysł. Odpadają robiąc sobie miejsce do zwrotu i kręcą ciasny zwrot. Skutków jest kilka:

  • ✅ Duże uderzenie,
  • ✅ Duże oczy organizatorów,
  • ✅ Bardziej nowoczesny, agresywny design łódki Holendrów. Zrobili z niej rekina.

Oczywiście dostają karę, a my łatwo wygrywamy. W kolejnym play-offie van Beek 1-0 Huckstadt i wiemy, że tej okazji do rewanżu przegapić nie możemy.

FINAŁ

W pierwszym prestarcie niestety za szybko zaczynamy final approach i nie udaje nam się spalić całego czasu. Stajemy pod wiatr, oddając Holendrom wybór strony. Biorą start spod pinu i lewą stronę, a my kończymy ze split startem przy Komisji. Nasza strona okazuje się gorsza i od początku musimy odrabiać mniej więce 4-5 długości jachtu straty. Taka różnica utrzymuje się przez pierwszą halsówkę. Czas na kurs z wiatrem ‚of our lives’. Set spinakera cudowny. Tak dobry, że spinaker pali jeszcze nie do końca wciągnięty na fale. Zostaje ze 20 cm fału do wciągnięcia, co przy 15 kts wiatru łatwe nie jest. Rudy robi się rudo-czerwony, a nastepnie rudo-purpurowy, ale daje radę wciągnąć spina do końca i powrócić do swojej podstawowej Rudości.
Zrzucanie spinakera jest dosłownie na ostatni moment. Sami jesteśmy zdziwieni, że tyle udało na się odrobić. Jeszcze poniżej dolnego znaku spianker cały czas pali, a potem nagle znika. Downwind życia udał się wspaniale. Wychodzimy tuż przy znaku na czystym wietrze i nie dając Holendrom miejsca do zwrotu. Po chwili jednak zaczynamy na nich spadać. Krzysiek sugeruje pojedynek na zwroty, więc jedziemy. Robimy pierwszy…. i nic. Van Beek zmierza konsekwentnie w lewo. OKEJ. Jedziemy corner w prawo. Modlimy się trochę (nie za bardzo) o prawą zmianę i taką właśnie trochę dostajemy. Plus trochę więcej wiatru, layline i do końca nie wiadomo czy przejdą. Na dwie długości do znaku wiemy, że nie przechodzą. Ale oni jeszcze nie są pewni. Czekają za długo, robią zwrot przy samej boi, nie dając nam wystarczająco miejsca. Wjeżdżamy tam oczywiście, z gardeł zieje 🔥🔥🔥 , świat robi się żółto-czerwony od flag protestowych 🙂 Kara dla nich, u nas szybki set spinakera i jesteśmy w domu. Pierwszy krok wykonany 👍

W drugim meczu znów spodziewamy się ognia. Jednak prestart wygrywamy gładko i walka trwa tylko pierwszą halsówkę. Kurs z wiatrem dodaje nam 5-6 długości przewagi i jest po zabawie. Mijamy spokojnie linię mety, dokładając do wyścigów wygranych o bok jeszcze jeden. Ten ostatni! Z gardeł znów 🔥 🙂

Dziękuję bardzo chłopakom za znakomitą robotę. Nawet Krzysiek był po regatach zadowolony, a o to niełatwo.

FINAL RESULTS:

🥇 OKŻ Match Racing Team (Jabłkowski / Małecki / Błażejak)

🥈 Team Dutch Wave – skipper Jelmer van Beek

🥉 Heizkörper Sailing Team – skipper Lars Hueckstaedt

BIG THANK YOU:

✅ Hamburger Segel-Club e.V. and Max Gurgel -for invitation and perfect organisation of the event. Alster is a great venue, we enjoyed sailing very much!

✅ The Umpire Team and the Race Committee! Good job done by the RC in difficult conditions.

✅ The guy from the technical team! It’s a big relief to know that there are no impossible thing to do 🙂 Well done!

✅ Finally, to all the competitors! Lars and your team, congrats on the 3rd place! Jelmer and your team, we sailed against each other only twice so far, but we can say that we love it. It’s always a tough fight and it always is a great spectacle. Now it’s your time for a revenge, but it won’t be easy, no doubt!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *